O urokach Dolnego Śląska napisano już wiele, jednak ciągle można odkrywać nowe miejsca bądź zachwycać się już znanymi na nowo. Propozycją jednodniowej wycieczki z Wrocławia może być wypad do Siedlęcina pod Jelenią Górą. Ta mała miejscowość, ciągle jeszcze niedostatecznie rozreklamowana, jest prawdziwą perełką dla miłośników średniowiecza i nie tylko, a to za sprawą wieży rycerskiej pełniącej funkcje mieszkalne od 1312 r.
W elitarnym składzie: uczniów-członków samorządu szkolnego oraz seniorek z zaprzyjaźnionego klubu „Stokrotki” ze Stabłowic dotarliśmy do Siedlęcina 7 maja. Chłód rześkiego majowego dnia można było odczuć także w wieży zbudowanej w początkach XIV wieku dla ochrony kupców i wędrowców nad Bobrem z inicjatywy księcia Henryka I jaworskiego. Książę prowadził niezależną politykę rywalizując o terytoria śląskie z królem Czech Janem Luksemburskim i stając się pod koniec życia najpotężniejszym księciem piastowskim. Jego małżeństwo z Agnieszką (jedyną wnuczką król polskiego Przemysła II) okazało się, niestety, bezdzietne, ale potencjalnie korona czeska była w zasięgu. O klasie księcia, jego szerokich horyzontach, smaku artystycznym i europejskich kontaktach można się przekonać na przykładzie siedlęcińskiego oppidum. Wieża mieszkalna kryje w sobie unikatowe polichromie o tematyce świeckiej (lata 40 XIV w.). Ich treść to pochwała rycerskich wartości, ale też ostrzeżenie przed opłakanymi skutkami zejścia z drogi cnoty i moralności. Wieża ma także jedyny oryginalny zamek ryglowy oraz więźbę dachową z XIV w. (!).
Spacerując po wieży, słuchając opowieści o Lancelocie z Jeziora, przystając w cieniu wiekowej lipy sądowej można z łatwością przenieść się w czasie i dotknąć średniowiecza
Siedlęcin to jednak także współczesność i to całkiem zmechanizowana - nieopodal wieży znajduje się bowiem elektrownia wodna Bobrowice I, wykorzystująca do produkcji energii elektrycznej spiętrzenie na Bobrze (Jezioro Modre). Nad jeziorem zaporowym przerzucona jest kładka do skałek Wieżycy. Strudzony wędrowiec może tu odpocząć i nabrać sił w restauracji Perła Zachodu (dawniej Turmsteinbaude) – niezwykle urokliwym schronisku zawieszonym nad taflą zalewu.
Piękne widoki, górskie powietrze, estetyczne i smakowe wrażenia umiliły zakończenie wycieczki. Podczas drogi powrotnej dwie „drużyny” zmierzyły swoje siły w konkursie wiadomości zapamiętanych z wycieczki. Rywalizacja była niezwykle wyrównana, przewagą tylko 2 punktów zwyciężyły „Stokrotki”. Zostały w nas wrażenia, klimaty, zapachy, wspomnienia i doświadczenia - bogactwo Dolnego Śląska, łączącej pokolenia małej ojczyzny.
Galeria zdjęć >>>Dolny Śląsk łączy pokolenia<<<
Opracowanie:
Renata Burzyńska

